Ostatni weekend był w wysokiej mierze pracowitym weekendem.
Aczkolwiek niedziela 15 lutego pobiła wszelkie rekordy. Rozpoczęłam ją we Wrocławiu w `Od zmierzchu do świtu` podziwiając estetyczne widoki, pijąc piwo, produkując popielniczki i ciesząc się nową fryzurą. Ku swemu niepocieszeniu to wspaniałe miejsce opuściliśmy ok. godziny 3.30 o ile dobrze pamiętam, po czym udaliśmy się do mieszkania Agi, gdzie rozmawialiśmy w kuchni jedząc wcześniej zakupiony chleb z pasztetem (o którego rozprowadzanie niesłusznie oskarżyłam Agę w Zmierzchu), ok. godziny 4.05 opuściłam kuchnię i udałam się na przestanek, skąd o godzinie 4.18 odjechałam autobusem nocnym, odebrawszy wcześniej instrukcje dotyczące dostania się z dworca PKS –gdzie autobus nr 245 miał mnie wyrzucić- do dworca PKP. Pewne moje zdenerwowanie wzbudził fakt, iż instrukcji nie zrozumiałam. Ale stał się cud. Wysiadłszy z autobusu zobaczyłam napis Wrocław Główny i udałam się w jego kierunku. Jak pewnie można się domyślić, napis wskazywał dworzec główny we Wrocławiu, gdzie wsiadłam do podstawionego wcześniej pociągu do Nowej Soli, odjeżdżającego o 5.09. Większość podróży przespałam w warunkach polowych. W Nowej Soli przebywałam od 8.19 do mniej więcej 9.00 kiedy to moi rodzice wsadziwszy uprzednio moje bagaże do samochodu odjechali nim ze mną w kierunku Zielonej Góry. Tamże wsiadła w pociąg do Gdańska, gdzie półprzytomna wylądowałam ok. 18. Zostawiwszy bagaże w domu pojechałam do Maccie skąd przywiozłam sobie dwa zestawy i spożyłam je. Potem poszłam spać.

Aktualnie chciałam powiedzieć, ze plan mam kopnięty, aczkolwiek pomna faktu, iż mógłby być gorszy nie narzekam. Jutro cały dzień mam ćwiczenia.

Wczoraj spałam u Kamili i około trzeciej powiedziałam zdanie `On miał buty całkiem zwyczajne, ale do pewnego stopnia niesamowite`

No i: Lyrics of the moment

i don’t know what the fuck your name is
i’m drawn to you, something’s magnectic here
if i could approach you
or even get close to the scent that you left behind
i’d be fine

i’d eat you alive!!! i’d eat you alive…