Wypiłam dwa litry coli.
Jestem niespakowana a wyjeżdżam jutro o dziewiątej.

Ale: akumulatory mam na ładowana. Cała frustracja poszła sie pieprzyć. Czuję jakbym wróciła do domu (co z reszta sie wydarzyło, ale nie o to chodzi).
Juz udało mi się zapomnieć jak to jest pić piwo, szaleć, spotykać chłopców.

Obcasy były błędem. Nie pasują do mnie do tak dzikiego stopnia, ze…

Ale: Za trzy tygodnie znowu się widzę z ludźmi. Poza tym: Wrocław, galeria świątecznie przybrana…

Czuję się strasznie dzielna.
I cieszę się, ze go zobaczę. (Tia, nie ma jak transfer pobudzenia)

Postanowiłam iść na żywioł. wiem, ze to moze być najbardziej kretyńskie co wogóle da się zrobić, coś jak spalenie za sobą mostu… ale cóż.

Haha: http://photobucket.com/albums/v513/hanai/

hasło: hanairules