Jaki jest właściwie sens uczenia się zasad gramatyki angielskiej? 

You w liczbie pojedynczej wyglada tak samo jak w mnogiej, prawda? A figę! I co z tego, że nóż otwiera sie wkieszeni na wspomnienie pani z silnym akcentem bynajmniej nie angielskim, wymagającej od biednych znudzonych dzieci trzech form setek czasownikow na pamiec.
I wystarczy, że człowiek raz usłyszy „Yous holded it” z ust, w których nawet „Would you spare a penny sir?” brzmiałoby jak szekspirowskie wyznanie miłości, w oświetlonych świecami, pachnącym drewnem małym teatrze.
I nie dość, ach nie dość, że mówili jedno, pokazywali drugie.
Bo komu wierzyć, Derrenowi Brownowi czy słownikowi Cambridge?
Octopodes? Octopi?
Czy tak inteligetny człwoiek może nie znać tak podstawowej zasady? Pisać w książce coś, co w stoi w tak wyraźnej sprzeczności ze źródłami, że poznaliby się na tym nawet katolicy.
Otóż okazuje się, że nie ma jednej prawdy, jednego punktu odniesienia. Nie ma jednego języka znagielskiego.
Bo Cambridge oddziela od Oxfordu pół świata niemalże…