Niechciałabym wyjść za mąż za faceta, który uważa, że ma coś do nadrobienia dzień przed ślubem, musi się zachlać z kolegami, pomacać typiarę po dupie a na zakończenie wieczoru zarzygać coś, lub najlepiej kogoś z uprzednio wymienionych.
I po co, dlaczego?
To jest jakieś pożegnanie?

Z samotnym życiem?
Nie wyobrażam, że mozna podjąć decyzję o slubie postrzegając siebie jako osobę samotną, jednostkową
Z imprezowaniem?
Generalnie nie zazdroszczę partnerów życiowych ludziom ktorzy tak uważają.

Ale jesli masz po czymś tak płakać to nie rób tego.
Decyzja o slubie nie powinna być podjęta wbrew sobie, odciąganie sobie samamu od pyska hedonizmu nic nie da, człowiek nie pogodzony z zakończeniem jednego etapu życia nie powinien na siłe włazić w drugi.

A zachlać się, zarzygać kolegów i macać striptizerki po dupie można też po ślubie.
Kwestia doboru odpowiedniego partnera.