W moim zyciu pojaiwł sie kiedys kotś kogo nazywałam ‚przyjacielem’ tylko dlatego, iż on sam sie tak mianował, nie zywiąc do mnie nawet minimalnej ilosci pozytywnych uczuć.

Historia skonczyła się tak, iż rzeczony ‚przyjaciel’ musiał uznać swoją kompromitację przciśnięty przez mojego Ojca do automatu do kawy w liceum, co zostało zrelacjonowane przez Szymona brata Natalii – a gdyby nie było nigdy nie dowiedziałabym się, że moi starzy mogą trzymać moją stronę i stać za mną (oraz dodatkowo pozbawić mnie znienawidzonej godziny w szkole chociaż to pewnie nie było ich zamiarem.)

Ten człowiek powiedział kiedyś do całego forum klasowego, w sali w której urzędowała Przerażająca Ela, że nigdy nie wiadomo gdzie wylądujemy i co bedziemy robić w przyszłości, wydawało mi się to wtedy irracjonalne, przecież kazdy jest kowalem swojego losu – nie wiedziałam wtedy, że kowadło i młot często dostajemy z przydziału, a ogień nigdy nie jest wystarczający gorący żeby wykuć to co chcemy, zwłaszcza jeżeli lekcje kowalstwa przespało się smacznie.

Dzisiaj jako programistka po klasie humanistycznej i psychologii, wracam do tego, dochodząc do wniosku, że można mówić i mówić a ktos kto nie przezył nie zrozumie i cięzko mi to zwalić na budowe układu nerwowego jak powinnam była już dawno uczynić.

oprócz tego wszystkiego kłótnia z ‚przyjacielem” dała mi pojęcie o tym jak bardzo msciwi są ludzie, których kiedyś się skrzywdziło, nawet mimo tego, że utrzymują wieczną szczerość wobec swojego tzw boga, i tak skłamią, ale także zapamietałam uścisk z łaski . pamiętam „niech ci będzie że ten raz możesz sie przytulić”, ale wtedy było mi to obojetne tak bardzo chciałam się przytulić.

Niestey niewykorzystane sytuacje mają zwyczaj się mscić.